Turbacz

Turbacz– 1310m n.p.m. – najwyższy szczyt Gorców


Czas wychodzenia: przy sprzyjających warunkach -2h  30’  (przy zimowej hurnawicy -  szkoda gadać)
Czas schodzenia: 2h 20’

Prognozę pogody i warunki można sprawdzić na : http://www.gopr-podhale.pl/stacja.php?s=9

Przepraszam, że tak mało zdjęć, ale żal mi było wyciągać aparat w czasie zamieci śnieżnej, która towarzyszyła mi przez większą część trasy.


Po drodze na Turbacz (fot. A. Olchawska)

Ruszamy z Nowego Targu. Z centrum musimy przejść do dzielnicy Kowaniec (lub przejechać autobusem nr 4) [ok.40 minut na piechotę]. Jeśli jedziemy samochodem, możemy wyjechać aż pod budynek GOPRu nieopodal wyciągu (W tym wypadku trzeba będzie wracać spod schroniska  Na Turbaczu tą samą trasą).


Przechodzimy na drogę asfaltową wiodącą koło kościoła. Prowadzi nas szlak zielony. Dalej mijamy wyciąg i GOPRówkę. Po przejściu ok. 1 kilometra skręcamy w prawo na pomarańczowy szlak rowerowy. Skręt ten łatwo przeoczyć, gdyż trzeba zejść z asfaltowej drogi na wąską ścieżkę między domami. Zaraz po minięciu zabudowań przechodzimy przez mostek na Kowańcu. Pniemy się stromą ścieżką w górę. To najbardziej męczące podejście na całej trasie.Wokół nas rozpościera się las świerkowy.


Po wyjściu z lasu trafiamy na Polanę Upłaz. Przy dobrej widoczności dostrzeżemy stąd Czarnotówkę, Czubę Ostrowską, a nawet Tatry.
Idąc dalej lasem trafiamy na Polanę Brożek.  Znajdują się tu domki letniskowe, sanktuarium św. Maksymiliana Marii Kolbego i tablica upamiętniająca Stefana Mrugałę (budowniczy sanktuarium; dusza człowiek choć jego potężny wygląd i długa, czarna broda mogły budzić mieszane uczucia u tych, którzy go nie znali).


Następnie szlak wiedzie wśród zagajników na Polanę Sralówki. Mijamy kapliczkę i znowu idziemy wśród drzew. Dochodzimy do Bukowiny Waksmundzkiej (1105m). Tu szlak zielony łączy się z niebieskim. Szlak żółty dochodzi do nich na Polanie Długie Młaki. Odbijając ścieżką w lewo trafilibyśmy do Kaplicy Papieskiej. Idziemy jednak prawą ścieżką w górę. Po 20 minutach jesteśmy w Schronisku Na Turbaczu.


Schronisko Na Turbaczu (fot. A. Olchawska)

Pierwsze schronisko powstało w tym miejscu w 1925r. z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Spłonęło prawdopodobnie w wyniku podpalenia przez kłusowników, którym  turyści przeszkadzali. Budowano kolejne, lecz prace przerwał wybuch wojny. Ze schronisko korzystali partyzanci więc zostało ono zajęte przez Niemców. Która strona postanowiła spalić budynek  (1943r.) do dziś nie wiadomo. Obecne schronisko wzniesiono w 1985r. Jest ono spore (110 miejsc noclegowych, restauracja, jadalnia, sala kominkowa). Organizuje się tu sporo ciekawych imprez i trzeba przyznać, że schronisko idzie w dobrą stronę. Póki co komercji jest jeszcze dużo, nie ma co liczyć na darmowy wrzątek i możliwość samodzielnego gotowania, które ponoć gwarantuje regulamin schronisk PTTK.


Na szczyt Turbacza wychodzimy szlakiem czerwonym (w lewo). Wierzchołek jest zalesiony więc na spektakularną panoramę nie mamy co liczyć.

Po drodze na szczyt Turbacza (fot. A. Olchawska)

O tym, że znajdujemy się na szczycie informuje nas tablica informacyjna. Znajduje się tam również obelisk i płyta z napisem „Jezu ufam Tobie”.


Schodzimy szlakiem czarwonym na Polanę Rozdziele (1198m). Jest tu stosunkowo płasko. Na rozwidleniu dróg skręcamy w prawo, a chwilę później w lewo. (Jeśli przegapimy ten skręt dojdziemy do Ołtarza Szałasowego).

Przechodzimy przez Kocurkę, Gieckę i Jackową.  Po około godzinie jesteśmy na Obidowcu  (1160m) Tu szlak czerwony łaczy się z zielonym.
Pól godziny później przechodzimy przez Groniki (1027m), a po kolejnych 10 minutach trafiamy do Schroniska Stare Wierchy (980m).


Pierwsze schronisko stanęło tu  w 1931r. 8 lat później Niemcy zniszczyli je częściowo (stanowiło schronienie dla partyzantów i było miejscem zaprzysiężenia członków Konfederacji Tatrzańskiej – organizacji ruchu oporu prowadzącej akcje sabotażowe i wydającej pismo „Na Placówce”). Budynek wyremontowano w 1943r, ale spłonął 2 lata później (odwet Niemców po walkach z oddziałem Żbika) Obecnie stojące tam schronisko powstałp w latach 70-tych.Nie jest to kolejny moloch (34 miejsca noclegowe, kuchnia, kominek). Noclegu tam raczej nie polecam, atmosfera pozostawia sporo do życzenia. Podobno jedynym plusem schroniska jest pyszna szarlotka. Kierownictwo jednak się zmienia więc wkrótce zobaczymy, czy nastąpi jakaś proprawa.


Schodzimy szlakiem zielonym do Obidowej. Zejście zajmuje ok. 20 minut przy czym na końcu musimy w brud przekroczyć potok. Wychodzimy tuż obok przystanku autobusowego (autobus nie podjeżdzą pod budkę tylko nawraca trochę wcześniej więc lepiej wyglądać co jakiś czas, żeby nie było zaskoczenia).