Śnieżka
Śnieżka (1602m n.p.m.) jest najwyższym szczytem w Sudetach. Znajduje się na granicy czesko-polskiej. Była jedną z pierwszych gór licznie odwiedzanych przez turystów. Istnieje zapis, że już w 1577r. zdobyła ją grupa mieszczan z Trutnowa. Sto lat później na szczycie stanęli pierwsi turyści z Polski Michał Kazimierz Radziwił i Teodor Billewicz (pozostawił relację z wyprawy).
Czas przejścia: ok.6 godzin
Uwagi: na szczycie może być naprawdę zimno

Ruszamy z Białego Jaru (znajduje się tu parking i przystanek PKS – dla każdego coś miłego!). Po kilkuset metrach dochodzimy do budki Karkonoskiego Parku Narodowego i kupujemy bilet wstępu.
Czerwony szlak przez ok. 90 minut prowadzi nas prawie płaskim, leśnym duktem. Ten odcinek jest bardzo łatwy, ale dosyć monotonny. Gdy turystów jest tu niewielu, wędrówka jest przyjemna.

Docieramy do Schroniska Pod Łomniczką (1002m n.p.m.). Budynek urzeka nie tylko swoim otoczeniem (piękny widok na Kopę!), gościnnością ale i tajemniczością. Wiadomo tylko, że szałas dający schronienie myśliwym pod koniec XIX w został zamieniony na schronisko. Stojący w tym miejscu drewniany budynek wzniesiono na początku XX w. Klimat dawnego schroniska panuje tam do dziś. Nie ma prądu za to są stali bywalcy, chętnie rozprawiający o górach przy szklaneczce gorącej herbaty z cytryną nawet gdy jest późno i salę oświetla jedynie blask świec. Niestety nie ma tam miejsc noclegowych (w awaryjnej sytuacji można jednak liczyć, że właściciel pozwoli przekimać się na podłodze lub ławie).

Ruszamy dalej czerwonym szlakiem. Droga robi się coraz bardziej stroma, a widoki coraz ciekawsze. Znajdujemy się w Kotle Łomniczki. Jest to największy polodowcowy kocioł w Karkonoszach. Już w XVI w przyciągał on poszukiwaczy złota i kamieni szlachetnych. Warto przy okazji wspomnieć, że w XVIII w w sztolniach na zboczach Śnieżki wydobywano rudy srebra i ołowiu.
W części zachodniej widoczny jest wartki strumień – Łomniczka. Wypływa on ze Złotych Źródeł na wysokości 1402m. Jest to kolejne karkonoskie „naj”. Ciąg kaskad rozciąga się na 300m, co czyni go najdłuższym w polskiej części tych gór.

N a wysokości 1300m n.p.m. znajduje się symboliczny cmentarz ofiar gór założony z inicjatywy Koła Przewodników Sudeckich. Powstał „martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze”.
Pnąc się w górę stromymi zakosami dochodzimy do Domu Śląskiego. W XVII w stał tu szałas wykorzystywany przez drwali i pasterzy. Schronisko powstało w 1847r. Po ponad 40 latach spłonęło. Krążą pogłoski, że podpalił je właściciel schroniska położonego nieopodal, aleza czeską granicą. Rok 1904 przyniósł wzniesienie kolejnego budynku. Ten, który stoi tam do dziś wzniesiono 18 lat później według projektu Herberta Erasa. Schronisko jest duże, komfortowe i niestety bardzo komercyjne. Wrzątek podobno jest za darmo, ale gdy turystów jest sporo nie ma co na niego liczyć, a ceny żywności idą w górę. Nie ma tam klimatu takiego jak w Łomniczce, czy Samotni…. ale o tym za chwilę :)

Widoki tu są tak cudne, że lepiej nie siedzieć w Domu Śląskim tylko wędrować dalej. Do wyboru są 2 trasy: brukowana wiodąca łagodnie północnym zboczem, doszczętnie pozbawiajaca Śnieżkę jej dzikości i niedostępności (40 minut- szlak niebieski), stroma z licznymi zakosami i punktami widokowymi na stronę czeską (20 minut-szlak czerwony). Ciekawostką jest występująca tu alpejska roślinność i bardzo specyficzny bo subpolarny klimat. Występują tu naprawdę silne wiatry, a średnia roczna temperatura niewiele przekracza 00C. Częściej niż gdzie indziej można tu zaobserwować ognie św. Elma czy widmo Brockenu. Ze szczytu rozciąga się spektakularna panorama.
Najstarszym budynkiem na szczycie jest drewniana kapliczka. Ma ona kształt rotundy o średnicy 7m. Wewnątrz znajduje się barokowy ołtarz. Jej budowę prowadzono w latach 1655-1681 pod kierunkiem Schaffgotschów. Przez niemal 130 lat regularnie odprawiano tam nabożeństwa. Później przez wiele lat pełniła ona funkcję schroniska. W 1850r ponownie została poświęcona. W tym samym roku wybudowano tu schronisko, które jednak spłonęło kilka lat później. W 1872r. zaczęła tam działać najwyżej położona w ówczesnych Prusach agencja pocztowa. Rok później (dokładnie 23.07.1873r.) do sprzedaży wprowadzono pierwszą na świecie (sic!) widokówkę. Widniejąca na niej litografia przedstawiała szczyt Śnieżki wraz z ówczesną zabudową.
Koło roku 1900 na szczycie powstało obserwatorium. Podczas II wojny światowej działała tam lotnicza stacja radiowa. W 1976r. wzniesiono niezwykle charakterystyczne schronisko. Socjalistyczne dążenie do nowoczesności spowodowało, że urzędujący tam dziś meteorolodzy muszą zmagać się z niskimi temperaturami w budynku i jego chybotaniem się na skutek silnych porywów wiatru. Nie ma miejsc noclegowych dla turystów. Na parterze znajduje się restauracja, czynna od 9.00 do 18.00 (czasem dłużej). Ceny są dosyć wygórowane. Atutem są jednak wiszące tam zdjęcia.
Na szczycie znajduje się przejście graniczne. Bracia Czesi niestety dalej niż my posunęli się w podporządkowywaniu sobie góry (Chwała hrabiemu von Schaffgotsch, że nie zatwierdził planu budowy kolei linowej na szczyt!) i kolejką krzesełkową z Peca można wyjechać prawie na szczyt.

Gdy już uznamy, że trzeba wracać (powrót zajmie nam niecałe 3 godziny) schodzimy powrotem do Przełęczy Pod Śnieżką. Idziemy Drogą Przyjaźni (polsko-czeskiej). Obok Spalonej Strażnicy schodzimy na szlak niebieski. Wędrując dalej wśród kosodrzewiny docieramy do Strzechy Akademickiej (1252m).
W XVIw znajdowała się tu buda pasterska. Z czasem turystów przybywało i zmieniła się ona w prawdziwe schronisko. Początkowo drewniane (w 1790r odwiedził je Goethe!), później murowane (odbudowane po pożarze w 1906r.). Sześć lat później dokonano rozbudowy schroniska i od tamtej pory niewiele się tu zmieniło. Po wojnie schroniskiem zajmowali się krakowscy studenci (stąd nazwa).
Strzecha jest jednym z największych schronisk w Karkonoszach (140 miejsc noclegowych). Korzystając z bliskości wyciągów, jej właściciele organizują obozy narciarskie dla młodzieży i dorosłych. Wielu turystów wybiera się do Strzechy na obiad bo jedzenie jest niezłe a ceny w miarę przyzwoite (pierogi ruskie 8zł[wybaczcie, ale danie to jest moim ulubionym więc jeśli gdzieś pojawią się odniesienia do ceny to będzie to właśnie wartość pierożków]).
O kwadrans drogi niebieskim szlakiem od samotni znajduje się kolejne schronisko - Samotnia. Moim zdaniem jest to jedno z najpiękniej położonych schronisk w naszych górach. Koszty noclegów są standardowe (50 miejsc noclegowych), jedzonko jest już droższe (pierogi ruskie -11zł). W pokojach nie ma telewizorów. Jest za to biblioteka :)
Nad Małym Stawem już 400 lat temu znajdowały się budy pasterskie, które nie odmawiały schronienia turystom. W 1891r. działało już schronisko „pełną gębą”. Rozbudowywano je i modernizowano. W latach 1966-1994, gdy kierownikiem został Waldemar Siemaszko Samotnia nabrała swoistego charakteru. Odbywały się tu przeglądy przezroczy i filmów górskich, organizowano zawody dla płetwonurków i narciarzy. Po śmierci Siemaszki prowadzeniem schroniska zajęły się jego żona Sylwia i córka Magda. Panie dbają o to, by atmosfera była bardzo sympatyczna. Atrakcji jest wiele: gra tam Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, organizowane są zawody sportowe, kursy górskie, lawinowe, ski tourowe, wspinaczkowe, tai chi, survivalowe i fotograficzne, zabawy sylwestrowe. Działa wypożyczalnia sprzętu turystycznego i narciarskiego, są instruktorzy.

Z Samotni schodzimy na dno Kotła Małego Stawu. Droga prowadzi ścieżką ułożoną z bloków skalnych. Odcinek ten, choć niezwykle urokliwy jest też niebezpieczny. Zimą często spadają tu lawiny więc szlak jest zamykany. Można wówczas schodzić prowadzącą od schroniska drogą jezdną.
Dochodzimy do Domku Myśliwskiego. Wędrując dalej napotykamy na Kozi Mostek (most na Łomnicy). Wokół nas mnóstwo jest głazów pozostawionych przez lodowiec. Droga łagodnie schodzi w dół. Na Polanie jest węzeł szlaków. Wciąż trzymając się niebieskiego przekraczamy potok Wapniak i przechodzimy na Równinkę. Dalej droga prowadzi lasem aż do wyjścia z Karkonoskiego Parku Narodowego.
Stąd już niedaleko do świątyni Wang. Ten ewangelicki kościółek naprawdę warto zobaczyć! W końcu niewiele jest w Polsce okazji by oglądać architekturę Wikingów! W 1842r drewniany budynek został bowiem przeniesiony do Karpacza z Norwegii (dokładnie z miejscowości Wang). Ciekawostką jest jednak fakt, że jest to chyba najstarszy drewniany kościół w Polsce, gdyż został zbudowany na przełomie wieków XII/XIII. Jak zatem świątynia znalazła się w Polsce?
Mieszkańcy Wang potrzebowali większego kościoła i żeby uzyskać środki na jego budowę postanowili sprzedać starą świątynię. Norweski malarz Jan Dahl przekonał pruskiego króla Fryderyka Wilhelma IV do jej zakupu. Miała stać się własnością muzeum w Berlinie. W 1841r. budowlę rozebrano i przetransportowano w skrzyniach do Szczecina, a stamtąd do Berlina. Wtedy jednak hrabina Friederike Karoline von Reden, która od lat zaprzyjaźniona była z rodem królewskim, przekonała Fryderyka, by świątynię przenieść na Śląsk. Tak kościółek trafił do Karpacza. Postawiono go na nowo (bez użycia gwoździ!). Nieopodal umieszczono norweski kamień runiczny z XIw. Z czasem dobudowano obok kościoła kamienną wieżę, która osłania budowlę przed silnymi wiatrami wiejącymi od strony Śnieżki.
Drewnianych odrzwi kościoła strzegą lwy (stylizowane kapitele). Umieszczone w narożnikach smoki rozrywają poziomą ósemkę , symbolizując odwieczną walkę dobra ze złem. Kapitele kolumn wewnętrznych nawiązują do sztuki Bizancjum. Rzeźbione głowy Wikingów budzą grozę wystawionymi rozdwojonymi językami. Nie ma się jednak czego bać. Języki te są symbolami mowy służącej do przekazywania wiedzy kolejnym pokoleniom. W kościele znajdują się też elementy śląskie: barokowa chrzcielnica, ołtarz, kolumny przy ołtarzu ze scenami zwycięstwa Dawida i proroka Daniela wśród lwów.
W kościele odbywają się nabożeństwa. Istnieje jednak możliwość zwiedzania. Bilety wstępu kosztują 4zł i 7zł, opłata za fotografowanie lub filmowanie wynosi 5zł.
